W 2005 roku byłem uczniem dwunastej klasy i bardzo chciałem studiować za granicą. Litwa dopiero co dołączyła do Unii Europejskiej, otworzyły się nowe możliwości, a ja czułem, że studia w innym kraju mogą zmienić nie tylko to, czego się nauczę, ale cały kierunek mojego życia.
Był tylko jeden problem.
Zupełnie nie wiedziałem, jak się tam dostać.
Kiedy wszystko musisz rozgryźć sam
Dziś informacje o studiach za granicą można znaleźć w kilka minut. W 2005 roku wyglądało to zupełnie inaczej.
Nie było jednego miejsca z jasnymi odpowiedziami na wszystkie pytania. Co można studiować? Które uczelnie przyjmują studentów z Litwy? Jakie dokumenty są potrzebne, jakie egzaminy trzeba zdać, kiedy wszystko złożyć i od czego w ogóle zacząć?
Dlatego zacząłem szukać odpowiedzi sam.
Po lekcjach i odrobieniu zadań domowych przez kilka godzin dziennie szukałem informacji w internecie, pisałem do uczelni i dzwoniłem do ich działów rekrutacji.
Czasem rozmowa zaczynała się bardzo prosto:
„Dzień dobry, jestem Artur z Litwy. Chciałbym studiować na waszej uczelni. Co muszę zrobić?”
Odpowiedź jednak często nie była już taka prosta.
Jeden pracownik odsyłał mnie do drugiego, ten – do trzeciego. Znów opowiadałem, że jestem z Litwy, wyjaśniałem nasz system szkolny i próbowałem zrozumieć, jakie wymagania rekrutacyjne dotyczą właśnie mnie.
Litwa dopiero co została członkiem UE, więc czasem nawet same uczelnie nie miały jasnej odpowiedzi.
Tak minęły mniej więcej cztery miesiące.
Zabrakło pół punktu
W końcu zrozumiałem proces rekrutacji, przygotowałem dokumenty i wysłałem formularze aplikacyjne.
Wtedy dostałem dobrą wiadomość.
Uczelnia była gotowa mnie przyjąć – musiałem tylko spełnić wymaganie dotyczące znajomości angielskiego.
Musiałem zdać egzamin IELTS z wynikiem co najmniej 6,5 punktu.
Wcześniej prawie nic nie wiedziałem o IELTS.
Zapisałem się, kupiłem materiały do nauki i zacząłem przygotowywać się samodzielnie.
Na egzaminie uzyskałem 6,0 punktu.
Do wymaganego wyniku zabrakło mi zaledwie 0,5 punktu.
Nie było już czasu, żeby podejść do egzaminu ponownie przed końcem rekrutacji.
Nie dostałem się na uczelnię.
Jeszcze nie wiedziałem, że właśnie tu zaczyna się historia Kastu
Zrozumiałem wtedy, że problemem nie było tylko brakujące 0,5 punktu.
Całą drogę przez rekrutację musiałem dotąd przejść sam: znaleźć informacje, zrozumieć różne wymagania, sprawdzić terminy, dokumenty i zasady potwierdzania znajomości angielskiego.
Nie było nikogo, kto mógłby po prostu powiedzieć:
„Oto twoje możliwości. Oto, co musisz zrobić. A teraz przejdźmy przez cały proces razem”.
Gdybym od początku lepiej znał całą drogę, mógłbym wcześniej przygotować się do egzaminu z angielskiego. Miałbym więcej czasu i w razie potrzeby mógłbym podejść do niego ponownie.
Ale wtedy takiej pomocy nie było.
Jeszcze nie wiedziałem, że za rok sam zacznę rozwiązywać właśnie ten problem.
I wtedy wszystko się połączyło
W tamtym roku zacząłem studiować ekonomię na Litwie.
Chęć studiowania za granicą i poznawania świata jednak nie zniknęła.
Podczas studiów aktywnie działałem w inicjatywach młodzieżowych, zaangażowałem się w uczniowski klub biznesu, a później zostałem jego prezesem.
Na początku drugiego roku studiów wziąłem udział w targach młodzieżowych na placu Europy w Wilnie.
Tam dowiedziałem się, że duńskie uczelnie szukają kogoś, kto mógłby reprezentować je na Litwie i pomagać litewskim uczniom dostać się na studia w Danii.
I wtedy wszystko się połączyło.
Przecież rok wcześniej sam przeszedłem niemal całą tę drogę.
Wiedziałem, co czuje uczeń, który chce studiować za granicą, ale nie wie, od czego zacząć.
Wiedziałem, co znaczy godzinami szukać informacji.
Wiedziałem, co znaczy dzwonić do uczelni i nie dostawać jasnej odpowiedzi.
I wiedziałem, jak jedna przeszkoda, której nie udało się pokonać, może zamknąć drzwi na uczelnię.
Wtedy pojawiła się bardzo prosta myśl:
„Skoro wtedy nie miałem nikogo, kto mógłby mi pomóc, może ja mogę stać się taką osobą dla innych”.
Dwa tygodnie, od których wszystko się zaczęło
Ta myśl nie dawała mi spokoju.
Przez mniej więcej dwa tygodnie prawie nie chodziłem na wykłady. Siedziałem i układałem plan działania organizacji, która pomagałaby litewskim uczniom studiować za granicą.
Ale najważniejsza nie była sama organizacja.
Chciałem stworzyć to, czego rok wcześniej najbardziej mi brakowało.
Miejsce, w którym młody człowiek mógłby zrozumieć swoje realne możliwości.
W którym jasno wyjaśniono by mu, jakie dokumenty i egzaminy są potrzebne.
W którym ważne terminy i wymagania nie byłyby przykrą niespodzianką.
W którym nie musiałby sam rozgryzać całego systemu rekrutacji na zagraniczną uczelnię.
I w którym w razie problemu miałby do kogo się zwrócić.
W 2006 roku z tego pomysłu narodziło się Kastu.
Jedne z pierwszych targów edukacyjnych Kastu, 2009 r.
Dlaczego istnieje Kastu
Od samego początku celem Kastu nie była wyłącznie pomoc w wypełnieniu formularza aplikacyjnego.
Problem był znacznie większy.
Młody człowiek może mieć zdolności, motywację i duże ambicje, a mimo to stracić swoją szansę. Wystarczy, że nie znał ważnego wymagania, nie rozumiał systemu albo nie miał nikogo, kto pomógłby rozwiązać problem.
Mnie właśnie to spotkało.
Dlatego Kastu powstało po to, żeby przeszkody w rekrutacji, które można pokonać, nie stały się powodem do rezygnacji ze swojej szansy.
Nie możemy za kogoś zdać egzaminu ani zdecydować, co chce studiować.
Możemy jednak zrobić bardzo wiele, żeby z wyprzedzeniem znał wymagania, miał jasny plan działania i otrzymał pomoc wtedy, kiedy jej potrzebuje.
Pomagamy zrozumieć, gdzie i co można studiować.
Pomagamy wybrać odpowiednie kierunki.
Wyjaśniamy wymagania rekrutacyjne.
Pomagamy przygotować dokumenty.
Towarzyszymy w całym procesie rekrutacji.
I staramy się zauważać problemy, zanim staną się przeszkodami.
Innymi słowy, dziś robimy to, czego najbardziej potrzebowałem w 2005 roku.
Od jednej nieudanej rekrutacji do ponad 8 000 studentów
Od powstania Kastu minęły dwie dekady.
Przez ten czas zmieniały się kraje, uczelnie, systemy rekrutacji i technologie.
Kastu też się rozwijało.
Jedno jednak się nie zmieniło – powód, dla którego to wszystko robimy.
Z Kastu swoją przygodę ze studiami za granicą rozpoczęło już ponad 8 000 młodych ludzi.
Za tą liczbą kryje się jednak ponad 8 000 różnych historii.
Pierwszy wyjazd z domu.
Odkryty kierunek studiów.
Nowi przyjaciele.
Samodzielność.
Nowe możliwości zawodowe.
Czasem – całkowita zmiana życiowej drogi.
Wszystko zaczęło się od jednego marzenia, które nigdy się nie spełniło.

Targi edukacyjne Kastu, 2019 r.
To, co wydawało się porażką, stało się początkiem Kastu
W 2005 roku wydawało mi się, że po prostu się nie udało.
Zabrakło pół punktu na IELTS, nie dostałem się na studia i musiałem wybrać inną drogę.
Dopiero znacznie później zrozumiałem, dokąd mnie zaprowadziła.
Czasem myślę: gdybym dostał się wtedy na studia, być może Kastu nigdy by nie powstało.
A dziś dzięki temu jednemu niespełnionemu marzeniu tysiące innych młodych ludzi zyskały więcej możliwości, żeby spełnić własne.
Właśnie dlatego Kastu istnieje także dzisiaj.
Żeby chęć studiowania za granicą nie oznaczała, że wszystko musisz rozgryźć sam.
I żeby nie umknęła ci szansa przez przeszkody, które można pokonać.
Może teraz twoja kolej?
Jeśli myślisz o studiach za granicą, nie musisz wszystkiego rozgryzać w pojedynkę. Właśnie po to jest Kastu.
20 lat historii Kastu na zdjęciach
